czytanie i robótkowanie 19.03

with 15 komentarzy

Kolejna środa (muszę policzyć która to już) z zabawą Maknety wspólne dzierganie i czytanie.
U mnie od weekendu lekki przestój związany z brakiem czasu, a i weekendowe wyczyny chyba na nic… Skończyłam sukienkę i prawie dojrzałam do tego, żeby zrobić z niej sweterek jednak…
Przez weekend podgoniłam koralikowy zamotaniec, ale efekt zupełnie mnie rozczarował – fajnie te koraliki wygladają (na lepsze zdjęcie nie mam siły), ale całościowo taki nijaki, wiotki… wisi tak smętnie jakoś…  prawdopodobnie wróci do postaci kłębka i chyba zrobię sobie Gail – też z koralikami.
Zatem podsumowując część robótkową – raczej destrukcja niż kreacja. Ale taki urok tego hobby 🙂

A czytelniczo tym razem się rozwinę na temat książek – poradników „Jak mówić żeby dzieci nas słuchały…”
Najpierw w moje ręce trafiła część „Rodzeństwo bez rywalizacji” – jak łatwo się domyślić z powodu trudności z ogarnięciem braterskich relacji moich czortów – książka zrobiła na mnie tak piorunujące wrażenie -z jednej strony świetnym ujęciem tematu, a z drugiej genialną prostotą rozwiązań – że postanowiłam dokupić pozostałe. „Jak mówić…” jest taką bazą postępowania – naprawdę polecam wszystkim, którzy mają dzieci. Ale nie tylko – mądrości w niej zawarte bardzo ułatwią życie samym dorosłym. Ja miałam to szczęście, że oprócz książki trafiłam do szkoły dla rodziców, gdzie to wszystko mogliśmy przepracować przegadać, zwrócić uwagę na szczegóły… I wszyscy uczestnicy potwierdzali skuteczność metod zarówno wobec dzieci jak i wobec mężów/żon. Niestety wymaga to troszkę dyscypliny i konsekwencji, której mi ciągle brakuje, dlatego od czasu do czasu wracam do tych książek. Jest jeszcze część o nastolatkach.
Ale, że ich się nie da, a raczej nie powinno czytać od deski do deski, to w przerwach rozrywkowo złapałam za Becketa – Chemia śmierci – na kilku blogach, które biorą udział w zabawie polecana i mogę potwierdzić – nastawienie się na krótkie spanie jak najbardziej uzasadnione – wciąga bardzo i czyta się świetnie 😉

  • Mam te książki w swoich zbiorach, ale na razie pobieżnie przekartkowane, wiem od wielu osób , że są świetne:) z kominami mam podobne odczucia, na zdjęciu fajnie wyglądają, ale w praktyce niekoniecznie, wada – smętne wiszenie, dlatego sama chętnie wybieram albo chusty albo szaliki, bo lubię mieć ciepło w szyję, pozdrawiam.

    • Robiłam z nastawieniem na funkcję bardziej ozdobną niż grzejącą (choć z racji składu pewnie i by grzał) ale hmmm… no średnio ozdobne toto wyszło 😉

  • Dobrze że go przetestowałaś bo sama miałam na niego ochotę:) Fajnie, że Ci się Beckett podoba, ja czekam na dwie ostatnie części. Poradników nie cierpię ale na szczęście mam dwóch psychologów za ścianą i to jest moje pogotowie kryzysowe. Ściskam.

    • Edi wzorek jest bardzo fajny i raczej na pewno sobie zrobię jeszcze raz ale może nie z jedwabnej nitki no i nie na 200 oczek 🙂
      Psychologów za ścianą zazdroszczę oj jak bardzo :)))
      buziaki

  • Już chyba taki urok tego komina, że jest lejący. To chyba taki wiosenny otulacz bardziej do ozdoby niż do grzania 🙂

    • Monika – zgadza się, ale w tym przypadku tego "lania" za dużo – nie widać ani urody włoczki ani wzoru i koraliki nawet nie pomagają;)
      Ale zrobię jeszcze raz bo ogólnie jest fajny

  • Slyszalam o tych ksiázkach wiele dobrego 🙂

  • Też te książki przerabiałam, i czasami działa, czasami mniej, może to zależy też od dyscypliny i samokontroli mówiącego, a z tą, wiadomo, bywa różnie 🙂

    • dokładnie – u mnie czynnikiem krytycznym jest brak konsekwencja w przestrzeganiu ustalonych granic…i egezekwowanie większego udziału w obowiązkach domowych co w połączeniu z dewastowaniem moich wysiłków żeby dom wyglądał jak dom powoduje, że moje potrzeby są mocno niezaspokojone więc mam minimalna ochote zaspokajać potrzeby innych i sprężyna się nakręca a potem – buuum… błędne koło

  • te poradniki sa bardzo dobre, jeden przetestowałam, że tak to ujmę. drobne rzeczy, a takie efekty!

    ja mam jeden komin, nie jestem z niego do końca zadowolona, właśnie przez to zwisanie. myślałam,ze tylko mój jakoś tak wyszedł

    Anka

    • ja żałuje że nie obejrzałam wykonań tego komina z tej konkretnej włóczki wcześniej – wszystkie takie smętne…

  • Jaka szkoda, że nie jesteś zadowolona z komina. Na zdjęciu prezentuje się super! Poradniki już nie dla mnie, bo moi chłopcy już trochę wyrośli.

  • Szkoda, że tak wyszło z kominem. Kolor włóczki bardzo fajny, koniecznie zrób z niej coś innego, żeby się nie marnowała 😉

  • Kiedyś te książki były moimi przewodnikami kiedy moje nastolaty były małe, chociaż chwilami czułam się śmiesznie. Żałuję, że nie miałam okazji wziąć udziału w takich spotkaniach. Teraz chyba muszę sobie odświeżyć to i z Judytą i w pracy mi się przyda.
    Pozdrawiam