wspólne robótkowanie i czytanie nr 11

with 15 komentarzy

Jeśli dobrze liczę to dziś po raz 11 biorę udział w zabawie Maknety „Wspólne dzierganie i czytanie”.
Uważam to za sukces i jestem pewna, że gdyby nie ta zabawa  to wpisy by się pojawiały duuuuuużo rzadziej. A to dlatego, że mój tydzień składa się z  poniedziałko-środy, kiedy między wstaniem rano, a położeniem się spać, rzadko mam chwilę oddechu – potem jest czwartek, czyli tzw. dzień gospodarczy w domu, kiedy nadrabiam zaległości  i dopiero piątek – mój najulubieńszy dzień, kiedy po pracy mam naprawdę wolny wieczór to dzień robótkowy. Weekend to już jakby inne życie – jakieś lepsze jedzenie, ciasto, zakupy, jakieś spacery, wybiegania, rowery itp. Ale na robotki przeważnie też się chwila znajduje (i wtedy przeważnie pojawia się kolejny wpis). Z czytaniem trochę lepiej bo czytam przeważnie do poduszki, choć parę stron…
No ale do rzeczy – w sobotę sprułam zamotańca z koralikami, przez które prucie było podobnym wyzwaniem jak dzierganie 😉 i zgodnie z planem w niedzielę zaczęłam robić chustę Gail. Pewnie też bym w niedzielę skończyła, ale się machnęłam na ostatnim listku i musiałam spruć spory kawałek – no i na chwilę obecną jestem na etapie prawie ostatniego listka, więc jeszcze kawałek do końca… Ale żeby za nudno nie było to coraz większą mam ochotę na wyjęcie maszyny do szycia – bluza nadal czeka, ja poczułam wenę  do zmierzenia się z dzianiną, a nade wszystko na już potrzebuję nową torbę, więc ambitny plan mam przed weekendem skończyć chustę, żeby z czystym sumieniem i bez pokus w koszyku coś poszyć 🙂
Na czytniku nadal „Chemia śmierci” Becketa – minęłam połowę – coraz bardziej się akcja rozwija i mam już swoje podejrzenia odnośnie mordercy – ciekawe czy się sprawdzą 🙂

I fotka na koniec

  • Moja gail wciąż czeka w kolejce, jeszcze nigdy nie robiłam tej chusty, uwierzysz? Ja uwielbiam wszelakie chusty Twoja zapowiada się wspaniale i ten głęboki fiolet:) Cały czas zastanawiam się nad kupnem czytnika, bo nie wiem czy czytanie przy świetle tatarki nie zemści się kiedyś? Może mogłabyś opisać swoje uwagi co do czytnika i jak to jest z długotrwałym czytaniem , czy oko nie boli? Jakoś nie mogę do końca się do tej maszyny przekonać, no i z jakiego modelu korzystasz? Pozdrawiam:)

    • Gail jest bardzo wdzęczna w robocie – ta chyba będzie moja 12 🙂
      O czytniku napisałam u Ciebie:)

  • "Chemia śmierci" to dla mnie najlepsza ksiązka Becketta 🙂
    A gail zapowiada się ślicznie, bo już sam kolor jest fajny 🙂

  • Jak fajnie widzieć, ze ktoś też ma cieniznę na drutach :):):)

  • Podziwiam z tym pruciem, no ale cóż czasami trzeba, za to ta robótka ma się już ku końcowi,śliczny kolorek

    • kilka razy szkoda mi było pruć, ale efekt taki, że to co wyszło leży w szafie – a tu pierwsze moje malabrigo z jedwabiem więc musi byc COŚ 🙂

  • A wiesz, że ja gail też jeszcze nie robiłam? Jakieś niedopatrzenie:) Tempo masz niezłe. Kolor sliczny aczkolwiek zupełnie nie mój. No ciekawa jestem czy dobrze obstawiasz, ja sie domyślałam ale tak zupełnie nie zgadłam. Ściskam serdecznie.

    • Koniecznie trzeba niedopatrzenie naprawić – naprawdę wdzięczny wzór 🙂
      Kolor jest piękny to fakt – rok temu byłabym chyba w eurofii ale już mi trochę fioletowy czas przeszedł – znowu wracam do starych dobrych odcieni granatu i niebieskiego – włóczka w opisie miała "intensywny chaber z poblaskiem fioletu…widocznie się kapnęło za dużo tego poblasku bo chabra w tym nie ma nic a nic 🙂

  • o matko jaka cieniutka włoczka kolorek super

    • bywało cieniej – nie jest źle – druty 4,5 więc idzie całkiem sprawnie

  • piękny kolor chusty; podziwiam za wytrwałość w dzierganiu. ja po pruciu musze chwile dojść do siebie, żeby znowu chwycić za szydełko czy druty.
    ja szukam ostatniej książki Becketa "Stone bruises" , ciekawe czy jest już w PL?

    Anka

  • Chcialabym miec takie tempo dziergania. Uwielbiam ten fiolet. ja tez siedze we fioletach. Pozdrawiam Beata

  • Lubię, kiedy ktoś pisze o książce, którą znam. Beckett rzeczywiście wciąga, choć ja skończyłam na pierwszym tomie. Drastyczności mnie odstraszają. Gaila od zawsze mam w planach, ale jak dotąd… 😉