Chowanie nitek w robótce odczarowane - otuLove

Chowanie nitek w robótce odczarowane

with 1 komentarz

Są takie rzeczy, które psują przyjemność z dziergania.
Dla mnie (a myślę, że dla zdecydowanej większości też) są to zszywanie elementów i chowanie nitek

Zszywanie

zszywanie robótki

Z tym problem był na tyle uciążliwy, że na pewien czas odpuściłam dzierganie zupełnie.
Swoją przygodę z robieniem na drutach na poważnie zaczęłam w erze gazetek typu Sandra oraz prostych metalowych drutów. Robić inaczej niż osobno przód, tył i rękawy, po prostu się nie dało…
Przez to wiele moich dzieł skończyło w szafie w stanie rozczłonkowanym.
I to wcale nie z powodu samego szycia, ale dlatego, że nigdy, ale to nigdy nie zgadzała mi się długość poszczególnych elementów. Myślę, że do dziś na strychu u rodziców leży worek takich ufoków w częściach.

Motywacja jednak spadała, bo efektów nie było widać…

Wiele wody upłynęło, zanim wpadłam na pomysł, żeby łapać nie sam brzeg na okrętkę, ale jakby oczko dalej, pod nitkę. Wpadłam na to próbując uniknąć szycia i łącząc brzegi szydełkiem…
Wtedy, o ile nie machnęłam się w rzędach – różna ścisłość splotu nie miała znaczenia (no chyba, że się machnęłam…)

Potem nauczyłam się robić skarpetki, a chwilę potem dostałam druty na żyłce.  No i problem w zasadzie się rozwiązał.

Dzisiaj nawet jeśli wzór jest na elementy robię na okrągło. Do niedawna wyjątkiem były rękawy, które nabierałam co prawda z główki, ale robiłam na płasko i potem zszywałam. Odkąd opanowałam magic-loop nie ma mowy, żebym dobrowolnie użyła igły.

Jest jeden wyjątek, kiedy nie mam wyjścia…

Chowanie nitek

Ta część robótki jest obecnie moją największą zmorą… do niedawna po prostu zawiązywałam nitkę na supeł i cześć. Frędzle zostawały na lewej stronie…Co prawda starałam się, aby te supełki wypadały na boku, ale nie zawsze się udało.

Mam jeden sweterek który bardzo lubię, na który włóczki miałam dosłownie na styk i supełki wypadały tam, gdzie wypadały – m.in na wysokości biustu – i niestety widać je na prawej stronie – ciekawy efekt  🙂

A na zeszłorocznym drutozlocie, Renata (renewelt) dość żywiołowo zwróciła uwagę na supełek w mojej robótce. Supełek, który pojawił się tam sam – po prostu w motku było łączenie.  Jej „to trzeba rozplątać i ładnie schować” dało mi do myślenia…i trochę zawstydziło… cieszyłam się, że nie mam ze sobą tego feralnego sweterka…

I już nie mogłam sobie wmawiać, że inaczej się nie da. Co prawda nadal się staram, aby łączenie wypadało z brzegu lub w niewidocznym miejscu, ale w końcu przyszedł czas na serio zmierzyć się z demonem.

Robiąc sweter dla Ani straciłam czujność i kiedy zamknęłam ostanie oczko, okazało się, że łączenie nitek wypada na samym środku przodu…. hurra 

O pruciu nie było mowy, więc nie pozostało mi nic innego jak zrobić to porządnie.

Z pomocą przyszła e-dziewiarka ze swoim filmem jak to robić –

 

Prawda, że chowanie nitek jest banalnie proste 🙂

Sweterek jest już wykończony, wyprany, niteczki pochowane niemal w niewidoczny sposób, a ja mam podwójną satysfakcję.

Dziś tylko zajawka – bo mam obiecaną sesję „na ludziu”

 

biały letni sweterek

i fragment gdzie jest wpleciona nitka 🙂

chowanie nitek w robótce

A, że dziś środa – to meldunek również z frontu robótkowo – czytelniczego

robótkowo – ruszył test sweterka Cosy Wifey Marzeny Chmurki .
To już nie pierwszy mój kontakt z jej wzorami i nie spodziewam się większych problemów.
Oddzieliłam rękawy i ponieważ robię wersję prostą teraz 40 cm prawych oczek. Dlatego dziś wezmę się za kołnierz, a morze prawych zostawię na jutrzejszy mecz 😉

książkowo – czytam Zostań Freelancerem Agnieszki Skupieńskiej

Przeczytałam ponad pół i jestem zachwycona – sam konkret i naprawdę dobry przewodnik dla osób myślących o pracowaniu w domu. Przede wszystkim po przeczytaniu początku od razu wiadomo czy warto się porywać na swoje czy lepiej jednak nie. Poza tym są tu nie tylko pomysły co można robić w domu (cała masa pomysłów!!!), ale także wszystko to, co się z tym wiąże – dużo praktycznych wskazówek, między innymi jak legalnie dorabiać nie zakładając działalności, z kim współpracować itp. I co ważne – książka napisana bardzo, ale to bardzo lekkim językiem – od razu widać, że przez fachowca od pisania (bo autorka zajmuje się zawodowo pisaniem tekstów na zamówienie)

#zostanfreelancerem

 

 

 

PS, to nie wszystko – kończę fikuśną chustę i szkolę się biznesowo i marketingowo i dopieszczam wzór swojej chusty 🙂  więcej szczegółów wkrótce.