Klątwa UFO i własny biznes - otuLove

Klątwa UFO i własny biznes

with Brak komentarzy

W środę powinien pojawić się post w ramach zabawy „Wspólne dzierganie i czytanie” organizowanej przez Maknetę (banerek z boku). Wypadałoby się pochwalić tym, co aktualnie dziergam i ewentualnie czytam. Szkic tego posta przygotowałam tydzień temu, ale w końcu nie opublikowałam. Wstyd się przyznać, ale dziś jest nadal aktualny…

Nadal nie mogę pokazać tego, co wydziergałam ostatnio, bo to nadal jest tajemnicą.

A to co robię (robiłam) obecnie, chyba nawiedziła

Klątwa UFO-kowa

Co to za jedna?

To taka wredna klątwa, która sprawia, że jak coś pokażę w trakcie robienia, to mi potem nic z tego nie wychodzi… zostaje UFO (UnFinished Object czyli rzecz niedokończona).

ufo unfinished object
Co więcej zauważyłam, że klątwa dotyka przeważnie spontaniczną własną twórczość…

A ostatnio postanowiłam sobie wydziergać ciepły, rozpinany, prosty sweter.

Włóczkę kupioną miałam już dawno i czekała grzecznie w pudełku na wenę i wolne druty.

Karisma Dropsa w dwóch kolorach. Kupiona dobry rok temu – w dwóch kolorach tylko dlatego, że tego, który chciałam nie było tyle, ile trzeba.
Ponieważ moja paleta ulubionych barw kręci się głównie w okolicy granatów, szarości i fioletów, a cała reszta ewentualnie je uzupełnia, to jakoś byłam przekonana, że mój zestaw to w większości kolor dżinsowy, uzupełniony buraczkowym.

I z tym przekonaniem wieczorem wsadziłam rękę do pudla z napisem „wełna”, wymacałam odpowiedni w dotyku motek (musiałam macać, bo pełny dostęp do pudełka „wełna”, blokowało pudełko „bawełna”), a nie chciało mi się wstawać z kanapy…Wydobyłam go – szczęśliwie w oczekiwanym dżinsowym kolorze i zaczęłam robić. Wyrobiłam, wrzuciłam zdjęcie na fejsa, a na drugi dzień wyciągnęłam pudełko, aby wydobyć z niego resztę. Patrzę, a tam… buraczkowego dużo, a dżinsowego nie…
Pamięć jednak jest zawodna.

A że koncepcję miałam dość jasną, nie wiele myśląc sprułam to, co miałam i zaczęłam od nowa – buraczkowym.
Wyrobiłam dwa motki (rękawy już oddzielone), wrzuciłam zdjęcie i patrząc na postęp prac, doszłam do wniosku, że są małe szanse, żeby mi tej włóczki starczyło. Zwłaszcza, że rozmiar też wyglądał jakby przyduży…

Jeszcze nie sprułam… ale myślę, że tak się skończy.

Tu jest to miejsce gdzie jednak zaszła zmiana w stosunku do poprzedniego tygodnia – już sprułam i zaczęłam robić zwyklaka przez głowę.

Stan na dziś to tyle – przymierzyłam czy już czas na oddzielenie rękawów i już wiem, że też spruję.
Ta wełna tak żre, że nie ma szans, żebym nosiła taki sweter… Karisma wraca do pudełka.

klątwa UFO

 

Czytania dla przyjemności też za wiele nie było, bo znowu czytam edukacyjnie – mam chyba jakiś gen nadaktywny, bo ja się ciągle czegoś uczę. I coraz częściej zastanawiam się, czy nie czas w końcu to wszystko wykorzystać.

Jak zarobić na swoich umiejętnościach

Wspominałam już kilka razy, że mi chodzą po głowie różne pomysły na biznes, coraz częściej zastanawiam się nad zmianą zawodu, żeby praca przynosiła nie tylko pieniądze. A czyż może być lepszy moment teraz?
Ponieważ jednak boję się skoku na głęboką wodę, zaczynam od drobnych rzeczy, które można robić po godzinach, w wolnej chwili itp. Spróbowałam już sił w tworzeniu stron internetowych (mam 5 na koncie), pisania tekstów na zlecenie i to co najbliższe sercu – tworzenie własnych wzorów. Póki co korzyści finansowych szczególnych z tego nie mam, ale od czegoś trzeba zacząć.

Ogromną pomocą była książka Agnieszki Skupieńskiej „Jak zostać freelancerem” 

zostań freelancerem

Pisałam o niej już wcześniej, bo po raz pierwszy czytałam ją jakiś czas temu. Książka bardzo jasno wyjaśnia z czym się wiąże praca na własny rachunek lub/i na zlecenie innych osób. Ta książka to taki punkt wyjścia.

A rękodzieło jako freelancing? Jak najbardziej tak!!!

Książka to dopiero przystawka. Autorka poszła krok dalej i oprócz pomysłów, daje również szersze instrukcje obsługi.

Opracowała bowiem dwa kursy – na temat zarabiania na pisaniu tekstów oraz zarabiania na własnym produkcie, czyli jak osiągać dochód pasywny – najlepsza forma zarabiania.

Przerobiłam kurs o pisaniu i jestem w trakcie tego o własnym produkcie. I naprawdę szczerze polecam. Oba, podobnie jak książka są czystą wiedzą, bez żadnego pitu pitu i powtarzania sloganów, poukładane w bardzo sensowną całość i co najważniejsze, nie sprowadzają się do czegoś w stylu „zacznij działać”.


Oczywiście działanie nadal jest kluczowe, ale najpierw dostajemy konkretny rozkład jazdy.

I jako dowód, że to działa, zajawka tego, co zostanie ujawnione w sobotę 25.02. mój wzór zostanie opublikowany w magazynie Knotions 🙂

nefryfly

Ps. Na szczęście Hania podrzuciła kolejny sweterek do testowania, więc lada chwila wszystko wróci do normy 😉
Czy Ciebie też czasem dopada klątwa UFO?