Jak nie odkładać na później?

with Brak komentarzy

Tytułowe pytanie pewnie pojawia się nie tylko w mojej głowie.
W poprzednim wpisie pochwaliłam się swoimi sukcesami na froncie robótkowym, ale żeby obraz był pełny wypada też pokazać tą mniej chwalebną stronę.

Bo mimo, że robię całkiem dużo, mały procent tego jest tym co powinnam, przez co posuwam się do przodu bardzo powoli. Dlaczego? Bo po pierwsze łapię za dużo srok za ogon, a po drugie za dużo rzeczy odkładam na później.

Jak nie odkładać na później?

Teoretycznie wiem… plan – cele – działanie.

Planowanie idzie mi świetnie – uwielbiam planować – rozpisywać sobie zadania, robić listy…

Cele – oczywiście, że głównym jest robienie tego co lubię, z pożytkiem dla innych za sensowne pieniądze czyli swoja firma lub super praca.

Droga do celu? a owszem – mam ich nawet kilka, ale … nie potrafię przejechać od punktu A do punktu B, bo po drodze ciągle pojawia mi się jakiś STOP i zamiast się zatrzymać, rozejrzeć w prawo, w lewo i jechać dalej, to ja zawracam i jadę inną. Do kolejnego stopu oczywiście. Potem sytuacja się powtarza…

Czego więc brakuje? Konsekwencji w DZIAŁANIU !!!

  • Może rzucam się jak szczerbaty na suchary na te wszystkie możliwości, które przede mną stają, zamiast skupić się na dopięciu jednej?
  • Może przytłacza mnie ilość możliwości?
  • Może do końca nie wiem czego chcę?

Parę lat temu żyłam czyimś życiem, pod czyjeś dyktando, w codziennym kieracie, bez nadziei na zmianę, poprawę. Potem przyszedł moment, w którym zdecydowałam się zamknąć ten rozdział kategorycznie i rzucić na głęboką wodę z pełną świadomością, że od teraz sama będę odpowiadać za wychowanie dzieci, za ich utrzymanie i za zapewnienie im godnego, spokojnego życia. I dałam radę 🙂

Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia…

Skoro można zmienić życie, to dlaczego tkwić w pracy, która nie daje satysfakcji, nie rozwija, nie ma perspektyw?
Tylko dlatego, że jest? Że kredyt? Mało i dużo…
10 lat pracy, stanowisko, uznanie – ale tylko w tym jednym wąskim obszarze. Doświadczenie spore, ale bezużyteczne gdziekolwiek indziej… zawód dobry, ale tylko na papierku. No i najważniejsze – wcale nie chcę tego robić dalej. Ale co innego?

Może zatem coś swojego?

Mój syn ma zaburzenia popularnie nazywane adhd. Jak pobieżna jest wiedza na ten temat przekonałam się szukając informacji, jak mu pomóc, kiedy po latach wędrówek do wszystkich świętych, w końcu ktoś nazwał wroga po imieniu. W polskim internecie naprawdę jest prawie nic. Zaczęłam więc szukać dalej. I tu szok – amerykańskie portale są kopalnią wiedzy!!
Pomyślałam – jak dobrze, że znam angielski, ale co mają zrobić Ci którzy nie znają? I tak urodziła się Mama Addika.
I im dalej w las, tym moje pomysły się rozrastały – zamarzył mi się sklepik z akcesoriami ułatwiającymi koncentrację, organizerami, zabawkami i innymi pomocami dla dzieci i rodziców zmagających się z tymi zaburzeniami. Potem klub/ grupa wsparcia. Zrobiłam wstępny biznes plan i wyszło mi, że po godzinach i bez sporego kapitału nie ruszę…

No i miałam mało czasu na robótki 😉

I w tym własnie momencie trafiłam na bloga, którego autorka przekonuje, że z rękodzieła można żyć, prowadząc legalnie firmę i pokazuje jak to robić. Potraktowałam to jak znak z góry i odpuściłam trochę biznesową mamę Addika, a skupiłam się na tym blogu. Dostał nową szatę, formę, jakość…
Ja wzięłam udział w kurie marketingowo – biznesowym i znowu zaczęłam planować.Nie miałam większych złudzeń, że zarobię tylko sprzedając swoje wyroby… A jakie jest podstawowe pytanie przy planowaniu biznesu?

W jaki sposób to co robisz może pomóc innym, jakie potrzeby zaspokaja, jaki problem rozwiązuje?

Zaczęłam więc się zastanawiać, zwracać uwagę o co inni pytają, z czym mają problemy.

Powtarzającym się często wątkiem była nieznajomość języka angielskiego, który jest podstawowym językiem dla wzorów, tutoriali, czy na Ravelry. Pomyślałam więc, że będę pisać wzory po polsku. Potem odkryłam, że wiele osób nie korzysta z Ravelry, bo nie wie jak – zrobiłam więc krótki kurs – bezpłatny (przy okazji nauczyłam się obsługiwać newsletter). Idąc za ciosem zabrałam się za kurs angielskiego robótkowego, który zamierzałam sprzedawać, ale przecież nie mogę tego robić nie mając działalności, więc hamulcowy się włączył… i idzie jak krew z nosa. A dodam, że w moim przypadku naprawdę nie ma ryzyka – pracując na etacie, kosztów prawie nie mam i presji również nie…no ale cóż… tryb Scarlett – pomyślę o tym jutro (za tydzień, w nowym roku…)

Chcę pisać wzory – mam taki zeszyt, w którym sobie rysuję i notuję pomysły – lekko licząc jest ich ze 20. Napisałam całe cztery… Co robię w zamian? Testuję wzory innych!
I za każdym razem sobie obiecuję, że to już ostatni. I za każdym razem nie dotrzymuję słowa. A jeśli testuję komuś, to nie mam czasu na swoje – proste.

Gdzieś po drodze wpadłam na pomysł klubu włóczkowo-robótkowego on line – pomysł jest prawie sprecyzowany, ale nie mam działalności… nie mam czasu… Scarlett…

Wpadłam na pomysł sklepu z gadżetami dla dziewiarek… Scarlett

No i wreszcie sam blog – wiesz ile gotowych postów się nie ukazało, bo nie mogłam się zebrać do zdjęć?

Wiesz ile pięknych dzieł moich mieszka w szafie, zamiast cieszyć czyjeś oczy, z tego samego powodu?

No i przy tym wszystkim ciągle się miotam – pracować póki wytrzymam i po pracy rozkręcać, co się da? A może poszukać innej pracy, fajnej jakieś i dziergać dla przyjemności tylko? Ale co ja bym chciała robić? Nauczyłam się obsługiwać wordpressa – ale czy to wystarczy? Zaczęłam się uczyć programowania, ale to wymaga duuużo czasu i /lub duuużo pieniędzy… Uwielbiam pisać, czuję miętę do content marketingu, ale komu? Co? Czym się wykazać na początek? Scarlett…

Dwie rzeczy robię konsekwentnie:

  1. uczę się nowych rzeczy
  2. dziergam

Tak więc mimo, ze nawet dla mnie podsumowanie tego, co zrobiłam wygląda imponująco, to powyższa spowiedź psuje mi humor.

I na tym miał się ten post skończyć…

Ale jakoś tak u mnie bywa, w takich momentach zwątpienia, pojawia się jakaś nowa droga.

Stypendium Pani Swojego Czasu

Ola  robi kurs „Zrób to dziś” i postanowiła ufundować wyjątkowe stypendia dla trzech odkładaczy. Jeśli też masz z tym problem to zajrzyj, może się załapiesz?

Trzeba tylko pokazać z czym zwlekamy i dlaczego chcemy to zmienić własnie teraz.

No więc podsumowując – odkładam otwarcie firmy / zmianę pracy

Dlaczego właśnie teraz chcę to zrobić?

  • bo póki, co pracuję na etacie, więc koszty minimalne i jest poduszka bezpieczeństwa, mogę testować pomysły bez większego ryzyka i gromadzić kapitał i doświadczenie na większe projekty
  • bo najbardziej na świecie lubię się uczyć nowych rzeczy i podejmować wyzwania, ale jestem mistrzem zaczynania, a mam problem z kończeniem
  • bo łapię za dużo srok za ogon i robię wszystkiego po trochu
  • bo w sierpniu kończę 40 lat, więc najgorsze lata dzieciństwa już za mną i chcę wejść w to prawdziwe życie z przytupem – bez Scarlett 🙂