Drutozlot 2018

with 6 komentarzy

Drutozlot 2018 przeszedł do historii – cały rok czekania – cały dzień radości, ale żeby dojść do siebie to pewnie parę dni potrzeba.

Dla niewtajemniczonych Drutozlot to największe dziewiarskie wydarzenie roku – na ten jeden dzień, do Torunia zjeżdża cała masa ludzi zakochanych we włóczkach, dzierganiu i gadaniu – nie tylko z całej Polski ale i z zagranicy!

Drutozlotowe szaleństwo narodziło się cztery lata temu, ze spontanicznego i kameralnego spotkania w cukierni u Lenkiewicza.

Relację z wcześniejszych edycji znajdziesz tutaj – drutozlot 2015, drutozlot 2016, drutozlot 2017

I żeby tradycji stało się zadość i w tym roku opiszę swoje wrażenia.

Biforek

Po raz pierwszy zdecydowałam się pojechać dzień wcześniej, na tzw biforek.

Prosto z pracy ruszyłam więc na dworzec, skąd w przemiłym towarzystwie Oli, ruszyłyśmy na spotkanie przygody.

Oczywiście z drutami w rękach, bo czyż jest lepsze miejsce do dziergania niż pociąg?

Prawie 3 godziny bezkarnego przerabiania oczek – druty aż furczały 😉

na drutozlot

Biforek to spotkanie w pubie, taka nieformalna rozgrzewka.

Teoretycznie czas na pogadanie z dawno niewidzianymi znajomymi, teoretycznie w mniejszym gronie, teoretycznie w spokojniejszej atmosferze…

Nie wiem jak bywało wcześniej, ale tegoroczny biforek to było coś, czego drugi raz chyba nie udźwignę.

W jednym niewielkim pomieszczeniu było chyba ze sto osób. Sto jednocześnie mówiących osób!

Bal w przedszkolu to pikuś w porównaniu z tym gwarem. Myślę, że poziom decybeli przekraczał normy BHP…

biforek w olbrachcie

Witałam się z tyloma osobami, że po chwili nie tylko nie wiedziałam z kim, ale miałam wątpliwości jak się sama nazywam.  

Nie musiałam piwa pić, żeby zaliczyć całkiem poważne śmigło 😉

(co nie zmienia faktu, że zimne śmietankowe piwo smakowało wybornie)

 

Drutozlot

Prawdziwa zabawa jednak czekała w sobotę.

Oficjalny start imprezy był o 9.

My dotarłyśmy z półgodzinnym poślizgiem (czas dla obsługi w lokalu serwującym śniadania, biegnie dużo wolniej niż na zewnątrz)

W centrum młodzieży, gdzie odbywał się zlot był już TŁUM ludzi!

tłumy na drutozlocie

Impreza zorganizowana jest w ten sposób, że po jednej stronie sali (hali) rozłożyły się stoiska z cudownościami, a po drugiej były miejsca do siedzenia, gdzie strudzone zakupami dziewiarki mogły usiąść, podziergać i poplotkować.

Przepraszam!

Dziewiarki i dziewiarze!!! Na zlocie było przynajmniej 3 dziergających Panów!

Bo Drutozlot to trzy nierozerwalnie połączone sprawy – zakupy, gadanie i dzierganie

 

Zakupy

Ja w tym roku dużych zakupów nie planowałam.

Głównie dlatego, że łupy z poprzednich Drutozlotów w większości leżą i czekają na swój czas.

A mój czas nie jest z gumy i żal, żeby tyle dobra mieszkało w pudłach…
Rok szybko zleci 😉

 

Plan był więc taki, że kupie sobie tęczę i druty. No i drutozlotową torbę – jak co roku.

 

Zaraz po przybyciu ruszyłam więc na szybki obchód kramów i od razu w pierwszej rundzie kupiłam i tęczę i druty, po czym grzecznie ustawiłam się w ogromnej kolejce do drutozlotowych woreczków na robótkę – bo taka była niespodzianka tym razem, zamiast torby.

Niestety w kolejce przede mną stała również inna miłośniczka granatu…

Jak zobaczyłam te motki, to równocześnie z głosem rozsądku mówiącym “oby to były ostatnie”, serce wykrzyknęło “chcę to mieć!”

Tak pięknego granatu nigdy wczesniej nie widzialam – jest w takim odcieniu jaki uwielbiam ponad wszystko – lekko złamany zielenią, głęboko jeansowy, z fioletowymi przebłyskami. Miłość od pierwszego wejrzenia.

A jak serce krzyknie, to nie ma zmiłuj – jedyna nadzieja, że rozsądek będzie miał rację…

Ale nie miał, zatem uznałam że to przeznaczenie i granatowy moteczek dołączył do ekipy. Dołączył tym radośniej, że oczami wyobraźni zobaczyłam go w duecie z rok wcześniej kupionym limonkowym precelkiem z tej samej rodziny.

drutozlotowe zakupy

Na drugą rundę wyruszyłam po godzinie.

Obejrzałam na spokojnie większość tego co było na stoiskach. Wymieniłam tęczę na taką bardziej w moich klimatach.

Do zakupów dołączył przepiękny ręcznie robiony guzik oraz śmieszne kolczyki.

kolczyki i guzik

Obejrzałam większość, to też nie do końca prawda, bo co ktoś wracał z łowów, to się zastanawiałam, gdzie to upolował.

 

W okolicy pory obiadowej zaczęłam czuć presję, że mam tylko tyle…

Nie chciałam kupować nic na siłę…ale co jakiś czas robiłam sobie spacer po części handlowej.

W końcu jeden z moteczków mrugnął do mnie porozumiewawczo.

Dziergadanie

Kiedy zakupowe potrzeby zostały zaspokojone,  już na spokojnie można było usiąść, pogadać i podziergać.

Z większością osób, które znam lub kojarzę zamieniłam choć pół słowa. Poznałam kilka osób z grupy, która dzierga mój komin w odcinkach, uściskałam założycielkę Dzianej Bandy. Udało mi się poświęć czas tym osobom, którym to obiecałam wcześniej.

Niedosyt jak zwykle pozostaje, ale tym razem nie mam poczucia, że mogłam więcej.

Starałam się też robić zdjęcia, nagrywać relacje na Instagram, ale tam naprawdę za dużo się dzieje…

W efekcie:

  • nie mam zdjęcia z organizatorkami – Hanią, Małgosią i Magdą…
  • nie zrobiłam sobie zdjęcia z Kariną – moją testerką wzorów, a miała na sobie Chaberka i nowy sweterek, którego wzór lada chwila opublikuję…
  • nie zrobiłyśmy sobie wspólnego zdjęcia olsztyńskiej ekipy…
  • nie mam zdjęcia z noclegową ekipą, a głowę dam, że było robione…

Ale co mam, to dam.

Oto mała próbka ze strefy grzechu, jeden z wieszaków z cudnymi udziergami, lalka wyglądająca jak żywe dziecko, portret Marylin Monroe zrobiony z guzików i ja 🙂 na żółto i na niebiesko 🙂

I udało się część grupy kominowej zebrać na wspólnym zdjęciu

Za rok się lepiej zorganizujemy – obiecuję

Pełny zestaw zdobyczy drutozlotowych – mydełka to prezent od Kasi, a markery widoczne na zdjęciu zbiorowym od Oli

 

Na koniec jeszcze obowiązkowe punkty wycieczki, czyli wizyta w Pueblo i mangowa margerita – nie tylko przepyszna, ale i pięknie podana i równie pięknie podane ciasto w cukierni Lenkiewicza. Boska kawa się nie załapała…

I choć to z pozoru niemożliwe, to jednocześnie czuję się kompletnie wykończona i zarazem pod korek naładowana 🙂

O imprezie napisali juz w toruńskiej gazecie (klik) – była tez Basia z audycji Sztykowanie na ekranie, więc spodziewam się że i tam się ukaże relacja. Więcej zdjęć i wspomnień zapewne pojawi się na oficjalnej stronie Drutozlotu 

Do zobaczenia za rok!

Podobało Ci się? Udostępnij :)

6 Responses

  1. Anna
    | Odpowiedz

    W ubiegłym roku byłam, w tym zapauzowałam i za rok planuję znów się wybrać. Mam nadzieję, że się spotkamy
    Pozdrawiam serdecznie!

    • kamila
      | Odpowiedz

      Ja nie potrafię sobie odmówić Do zobaczenia za rok!

  2. Iza
    | Odpowiedz

    ja za rok będę, już zbieram kasę na zakupy 😉 chociaż raz chcę się porządnie obkupić :D, a że akurat ten zlot wypada w okolicy moich imieni to mam prawo hihihihi

  3. Marlena Podemska
    | Odpowiedz

    Nic dodać, nic ująć 🙂 Cała prawda 🙂

    buziaki, Marlena

Dodasz coś od siebie?